byłem egoistą by stać się artystą jak prostytutka sprzedaję to co najlepsze piłem wino z Leonem koleżką czas mi mijał na leberstwie podsumowałem za i przeciw dwa bieguny połączone czarną kreską o przeciwnych zwrotach...
Utwory
otulony miłością w czystym sumieniu skąpany wyciągam dłonie do ciebie skruszony ze spuszczoną głową wycieram łzy tyle tu zła nie mogę biec zieloną łąką skażona radioaktywnym pyłem w trawie siedlisko węży jadowitych ni...
jestem sam w świecie iluzji na strunach życia gram na rynku wielkiego miasta chyba Sodoma i Gomora pętla otacza nasze mózgi w głowach pustosłowie na językach koniec serca jakieś zimne mroczne dusze kroczą prosto w...
życie się dzieje nie śmieję się śmiać świat podły nie od dziś tli się niczym suchy krowi placek na pustkowiu myślisz że więcej jest wart przy ogniu kilku jak my podsycani nienawiścią niedaleko wioska murzyńska cisza...
jestem z tobą moja szansa szansą zostań moja panną w spojrzeniu widzę wody głębokie jak rowy tektoniczne na Pacyfiku w dłoniach niesiesz ciepło z Yellowstone gejzerem w słowach oddajesz pocieszenie szeptem na sen...
cenię ciszę przed składaniem życzeń łamię opłatek jak trzask w duszy błysk gwiazdy tej pierwszej jak ta cisza płynie gdzieś z duszy z dziecięcych dni wspomnień minionych w głowie tak czule że miłość rysuje twarz...
koniec tej wędrówki ludów wracać do domu już czas Italia nie zając poczeka miejsce matki w domu smutno bez twych słów wnuki zadają trudne pytania musisz wysłuchać dać odpowiedź pełną sypnąć garść euro jak gołębiom z...
pochylam się jak stara zgrabiała wierzba płacząca składam kwiaty na grobie trzynaście pustych lat bez ciebie dzieje się źle w nadzieję ubieram serce czekam spotkajmy się na granicy czasu połączmy nasze światy zm...
gdybym napisał coś wartościowego i tak nikt na świecie mnie nie pokocha jestem samotnikiem w stadzie szarym wilkiem z oczu patrzy skóra pokryta dreszczem pod swetrem strach przed rzeczywistą prawdą ile wody upłynie w...
mimo pazurów choroby dzielę na pół tabletek moc coś każe biec przed siebie jak na rozkaz rozkładam ręce w ptasim locie w koszarach życie trzy posiłki i kompot każdy dzień jak w okopie świst problemów nie omija...
okna otwierają oczy gdy słońce na nie patrzy budzik schizofrenik się drze w psychozie dnia wstajesz niewyspany do kibelka szybko odcedzić ziemniaczki potem woda na kawę już wszystko wrze długi łyk nawet nerwy...
droga mleczna rozkłada ramiona pomiędzy nami nie ma tajemnic księżyc blady krąży zimny w kosmosie czas płynie wolniej na skróty też można gwiazdy ich już nie ma pozostało światło aniołów skrzydła jak ptaki nad klife...
każdy nosi spodnie jest modnie i wygodnie każdy chce być na topie komórka dotykowa laptop kilka rdzeni na fejsie wiadomości znajomi też tacy są wirtualny świat w życiu odwagi brak uciekamy od ludzi żywych chow...
skradłaś mi siebie spojrzeń i nocy tobie nie dam było nas pełno w różnych zakątkach mieszałem miejsca zdjęcia w objęciach zamazał czas ale nie w głowie ogień po dziś płonie nie zgasi go żadna straż ogniowa...
wylewam ostatnią myśl na papier atrament się skończył piórem rysuję ostatni wers zwijam się przed siebie gdzie puby otworem na smutki na łzy znaczę drogę kroplami krwi
widzę przez okno kuchenne kogoś jak cień mija kilka drzew latarnię jasną nie pytam dokąd idzie bo się wstydzę sam nie wiem dokąd podążam topniejemy z czasem wysuszeni jak trwa zapach siana
mam tyle miłości w sobie że mógłbym nakarmić głodnych przychylam skrawek nieba tym co stracili sens życia zagubionych odnajdę zapalę świecę oddaję hołd Bogu rozróżniam różnice czuwam gdy śpicie
nie czekam na koniec tutaj jest mój dom tutaj mam małe niebo stworzyłem wewnętrzny Eden jabłka pod drzewem dobrego niezłego każdy na ziemi je spożywa spocznij pod nim zamień chwile na kilka jabłek łakomie za dużo n...