gdybym tak umiał szerzej otworzyć oczy nasycić treścią obcego żalu w przyciasne życie dołożyć słowa otuchy postawić obok krzesło posłuchać jak samotność przecieka w zepsutym kranie na zapisane kartki wkleić kolorowe zdani...
Utwory
rozlał się dzień w korycie rzeki pomazał twarz żółtym grymasem krzywi się stara wierzba rozczesuje w lustrze wody złudzenia na moście znaki zakazu bronią dostępu do zakurzonych myśli staram się przywrócić żywe spojrzen...
deszczem zwilżyłem usta mokrą dłonią odsuwam pajęczynę światło wkrada się w ciepły dotyk przyśpieszam zegar biciem serca kaczeńce spływają strumieniami łąk dym z ogniska strzela wysoko zapatrzony w niebo sięga chmur...
dużo snów lewituje zmierzchem zagłusza to czułe śpiewanie stoję pomnożony przez ludzi w ich sile usłyszę wołanie łza w ocean urośnie wciąż przesącza się z rany zmyje rozpacz która narosła zburzyła grzechów grube ściany...
brałem ile dałaś lasek dymu przesypują się erozje wspomnień mogłem obyć się bez nazwy zamknięty w świątecznym kalendarzu nie słyszałem tykania zegara może nie dla mnie wieczór co schodzi chyłkiem wykąpać słońce ustami...
chmury wloką się za słońcem wyglądają zza kołnierzy przechodniów kumulują w ciężkim deszczu na mokrych włosach szepczą po rynnach bazie jak puszysty ogon kota wycinam żółte kurczaki jajka w paski z transgenicznej nioski...
uderza o ściany z polerowanej kości w kaftanie z poskręcanych myśli zagłusza szczekanie psa odbija się tępo w każdą stronę wyjścia wszędzie jest tylko piłką kopaną do własnej bramki sięgam po proszek jest biały jak far...
smaruję usta czerwoną szminką rozpycham głową za mały kapelusz w damskich rękawiczkach zakładam nie rozpozna mnie czas w białej peruce z rynku staroci zagram jednoaktową rolę marzenia w teatrze wspomnień z dublerem mojego...
słońce za chmurami bawi się z pogodą dzieci wysoko podniosły palmy hosanna ksiądz dawkuje słowa które dobrze znam z ukrzyżowania własnego bólu celebrujemy dobro i zło jak w tym chłodnym deszczu szukam schronienia w twojej...
czasami myślę spod ziemi korzeniami żonkila wychylam nieśmiało głowę w otwarte usta łapię wiosenny deszcz na słonecznej pajęczynie rozwieszam sny o kwiatach mienią się kolorami tęczy na długo potem gdy wyschną między stro...
czuję kopnięcia chociaż przeskakuję przez rzucane kłody z przyzwyczajenia nie reaguję na kąśliwe uwagi na czarną godzinę parę kropel siebie i owoc polnej gorczycy na język chronię tylko twarz na niej skrywam zdawko...
rankiem jestem bardziej ubrany w zamyślenie rutynowo odpędzam ciszę niecenzuralnym słowem czajnik gwiżdże na zmiany kawa mniej smakuje wymieszana z szaroburym deszczem parkuję przy każdej ciepłej myśli z kostką cukru na...
brakuje mi wiosennych deszczy schładzają pochopne decyzje pocałunków jak przelotne ptaki ziemi co krąży leniwiej bez pośpiechu wytycza ścieżki wieczorów w otuleniu ramion spadających gwiazd spełniających dobre życzenia lud...
z optymizmem mi do twarzy słońce nie żałuje rozsypanych piegów wygraża deszczowym chmurom wbiegam na leśną ścieżkę zmęczenie przypomina że jestem zagaduję do drzew lecz one kołyszą ciszę nie zamienię z nimi ani słowa każdy...
pisała listy na wyrost nie sięgałem limitów ubranych na galowo liter cieszyłem się za mało speszony brakiem zrozumienia dla tak szczytnych celów pozostałem zaskoczony bez kolorowych transparentów brakiem wyznań o dozgonn...
nie ma już nic wspólnego nawet wspomnienia są jak nadpalone zdjęcia w powrotach różnymi drogami przystają przy wyschłych fontannach slalomem przez puste pokoje pokruszone jak brązowe liście krztuszą się kurzem zapomnianych...
toną oczy z głębi studni marszczą się w zimnej toni blisko ciemnych chmur burzę święty spokój z błahego powodu zupa wcale nie jest za słona słowa jak żołnierz na bagnety klują na długo potem gdy zapadnie zmierzch nadal...
zbieram siły na wojnę prężę niebieskie muskuły z chmur kapie roztwór z anemonów w progresywnych okularach robię plany na dzisiaj przysłużę się dobrym uczynkiem dopracuję nieznaczne gesty wymykają się klasyfikacji moje niel...
dobry z niego człek w swoim uśmiechu chłodem przykrył cień bez tego pośpiechu co rusz się potykał stawiał wciąż pytania gniewem wybuchał gdy przyszły rozstania balonem się bawił w usta prawdy wkładał w błękicie moczy...
czy można dostroić się do śmierci brzmieniem głosu zgubić w tunelu swoje światło w pryzmacie jutra przestać się bać nieznanej ciszy zostać zapachem dogasającej świecy widokiem pasiastych pól z dojrzewającą pszenicą ale...