sen mógłby trwać dłużej niż parę mrugnięć zmęczonych oczu odnajduje mnie światło zlizuje z ręki nagromadzone ciepło kwiaty są barwniejsze od pocałunków trawa poi ożywczą rosą tarzam się jak źrebak odurzony świadomośc...
Utwory
pytasz kim jestem gdy pukam chcę wejść bez kolejki nie kradnę koni tańczę przy adapterze przerywane retro z różą w zębach dłoni nie wiążę różańcem czasami rozróżnię wilka i barana zwykle sięgam na ślepo złożonym parasolem...
w moim świecie bez granic przechodzę statecznie z myśli do ogrodu bez zmęczenia pokonuję szczyty z ptakami jestem na ty jak święty Franciszek doglądam nieopierzonych wyskoków grządek kwitnącej refleksji gwiazdy są na wyci...
dorosłem za szybko w świadomość nic z tego nie będzie stereotypowe pytania i odpowiedzi nie urosły w skrzydła uniosę nadmiar czerwieni w szczelnym opakowaniu ust patrzę w okna jak w żółte oczy tam już gasną światła mruga...
na nic ci się nie przydam milczę całe godziny w chaosie Joyce`a starzeją się reminiscencje co dobre trwa nadal całuje na dobranoc chociaż bajki już inne słucham myśli przystają na moście oparte o poręcz są w przejrzyste...
to już się nie zdarzy stracony czas ma zimne palce Proust wynosi z wyciszonej sypialni wazon zwiędłych kwiatów mam spierzchnięte usta i żal jak pokuta co dzień żyje od nowa nalega abym porzucił swój świat w słońcu wygrz...
czekam w lustrze nieogolony z patyną czasu mi do twarzy znieruchomiały jak słoneczniki Van Gogha połykam wiatr zaplątany we włosach widzę świat sprężony do skoku zacina deszczem bije po twarzy a ludzie dalej jak gwiaz...
jestem wypłowiałym słowem rzuconym na wiatr morską bryzą ostatnią stroną w pamiątkowej księdze chybotliwy cień marszczy czoło odległe lata usypane z liści przykładam do ust okrzepłe w czerwieni pocałuj jeszcze niezmien...
ustami ubieram do skutku poranek w wyszukany optymizm niebieski płaszcz przeciwdeszczowy zapinam pod szyją cienie w grotesce sterują tęczą ścieżką w czterolistne koniczyny biegną dzieci z okrzykiem potrzebny przez tyle...
odeszłaś jak sen ust drżeniem w błękicie zostały twoje oczy bez jak dawniej kwitnie liliowo zagubione ptaki szukają gniazd ziaren słonecznika czarnych jak śmierć babuniu
nie nalega gdy zamyślony kieruję wzrok do wnętrza otwieram oczy sennym marzeniom opuszkami palców przymyka okna głaszcze moje dłonie z zagadkowym uśmiechem patrzy przeze mnie okryta zmierzchem jak moją miłością
czytam sam siebie bo któż chciałby przekuć źrenice w chorobliwy światłocień skradający się po twarzy deszcz zanurzam pióro w lękach świata strach i radość w jednym warkoczu karmią ciemnym chlebem wybucham pąkami kasztanów...
świat jest za szybki na moje dłonie obok zarysu głowy na kraciastej poduszce przysiadł aniol rosną mu skrzydła sen zwalnia otwiera oczy dobrze jest myśleć że świat jest za szybki na moje dlonie usta w nieskończonych...
mam przed sobą sekrety na ile jeszcze mogę zaskoczyć zdejmuję z oczu powieki jak nierozdmuchane iskry dymią wyciągam ręce po cudzą samotność podnoszę grosik jak nie swoje szczęście usta pełne gorącej czekolady już nie krzyc...
układam bzy jak długie palce zapomniane we włosach pachną jak twoje myśli zatopione w bursztynie na dłużej kruche kwiaty w gronach ust szukają się wzajemnie deszcz jak różaniec w litanii kropel wsiąka w ciszę blisko zmi...
nocą świecą fluorescencyjne kierują spojrzenia w dobrą stronę podczas irytacji demoniczne zachowują umiar w brązie odbijają zafałszowaną światłem rzeczywistość na nieocienionym tarasie we śnie płyną w turystyczny rejs mi...
młodość na mieliźnie jak rzeka zawraca z przerysowaną nostalgią kluczą kaczki kapryśnym losem garbią się drzewa w sadzie na huśtawce wiatr bawi się piłką gwiazdy przystają w tykaniu zegara wieczór mikołaj oddaje stracony...
zmierzch ją urzekł swawolą cieni tiul płynął jak strumień orzeźwiał stała się muzyką jak gwiazdy w pąsowych różach czułość pocałunków wciąż w ruchu zmieniała obecność odebrała mnie samotnej nocy śpi odtąd w moich snach pr...
w moim świecie upraszczam znajome tory gwiazd błądzę po chmurach wdzięku zacina deszcz ścieka po twarzy zamykam drzwi skomleniem wiatru tak pusto aniołowie gaszą światła piórem wyrwanym ze skrzydła
rozkładam pragnienia jak karty wierzchem dłoni na stół z miną pokerzysty stopniuję napięcie widzę do wnętrza przemycam grę cieni na szybie serce jak kot nigdy go nie ma gdy jest potrzebne milknie zostawia mnie samego n...