w dwuwymiarowym świecie zamknięty w przestrzeni rozpoznawalnego dotyku schodzony bezkres nie mami odwagą zszarzałych emocji wrzucam kamień w środek posklejanych puzzli rozbite ponownie rozpaczliwie szukają swojego sta...
Utwory
zgubiła brzoza liście spłynął jej cień rzeką spotkali się nieskrywaną żółcią w kielichu goryczy
trawy przykryte zimnem szron składa kostkę rubika na rżyskach pól rdzawy ślad lis bezszelestnie w jesień umyka układam myśli do snu mgłą okrywam troski szkarłatne powiedz jak dojść do krętej drogi żeby nie zbłądzić do ost...
nie śpią zimą pozbawione szelestu liści wydłużają swoje cienie trzymam ich zimne dłonie długo w noc
biegnę po kałużach wołam swoim imieniem zlizuję krople soli niepewny języka nazywam źródła ułudy mojej miłości podparty trójnogim krzesłem sięgam po cudze myśli
płaszczem z klonowych liści ogrzewam chłodny charakter poruszony drgnieniem wiatru rozkładam kartki babiego lata album letnich zachodów w okładkach z lapis lazuli
podlewam astry wsiąka w ziemię nostalgia żal porzuconej kochanki radość narodzin złożona obietnica poprawy kwiaty są kolorowe czasami ciemnieją jak chmury przed kolejnym deszczem
sen nie trwa długo na mój widok dzień prycha wzgardliwie znów ten facet co wymyśla kryształowe słońca i świty w których przeglądają się czyjeś oczy
rozszerzone źrenice wypełnione światłem tak mruga czas po stracie cennych minut cofa wskazówki jakby chciał przywrócić zarys całego serca przeciętego na pół zwykłym słowem
zerwałem się nocą owinięty w tapicerkę fotela obserwowałem strach pełzając po ścianach był coraz bliżej jakby chciał poderżnąć mi gardło moją bezradnością
ogrzałaś moje ciało tym węglem co wygasł pomalował twarz nocą nie poznaję teraz siebie tak jak swojego smutku
płoty podpierają starą wieś pokornieją chaty we mgle mokre wierzby w poprzek drogi kłócą się z perspektywą rozpytuję ciszę o drogę wyją bezpańskie psy słyszę je jeszcze długo za sobą
kolejny raz oddaje siebie bez krzyku mimochodem zapewniona o czysto ludzkiej miłości marzy jej się urodzić jeszcze raz nowego zbawcę
matka mówi przyjedź podlejesz pelargonie wkleisz nowy dzień w okna uśmiech z laurek dzieci marzenia wypełniły naczynia rozlały się winem na stole powoli wsiąka smutek w obrus obszyty koronką matka mówi przyjedź synku...
nie jestem sam ustami wiatru zbieram liście prężę mięśnie w konarach drzew spijam rosę z pucharów wrzosów patrzę pod słońce spłonę za miliardy lat idąc pod rękę z ciszą wypełniony bytami nie poczuję żalu z nazwanej samot...
zwijam wałek z nieba wypełniony gwiazdami polami koniczyny zamierającym odgłosem galopujących koni spokojem wysokich szczytów śpiącą niewinnością dziecka lawendą,cukinią,czekoladą gorącym łonem,pejzażem w meandrach rzeki...
nie liczę już ścian zburzonych jednym kopniakiem z siłą wulkanu wylewam całą darowaną psychoanalizę na osi ja - serce nastaje spokój pusty jak jutowy worek marszczę na deszczu piegowaty od słońca nos
dotykam palcami ust nie prowokują czerwienią szare jak dzień powszedni noszą ślady częstego używania przetoczyły kilogramy słów przegryzione stratą nabrzmiałe pożądaniem z pierwowzoru zachowały swój kształt zawiedzionego n...
mętna i delikatna tkwi w szczelinie oka godzi męskość nie nadaje się do gry w długotrwałą słabość zażenowana moją obecnością spływa zmarszczką skarcona powiewem wiatru wysycha szybko w twoim uśmiechu
znów mogę głośniej krzyczeć nie zagłuszany tęsknotą w półmroku żółtej ściany pochylam się pod naporem życiowej determinacji sięgam po wyblakłą kartkę zwiniętą w suchy strzęp na krótko odzyskanego jutra