krzyczę we śnie
nawiedzają mnie zmarli
proszą o jeszcze kilka chwil
tu na ziemi
na wyznanie niespełnionej miłości
zapomniany zegarek
z wygrawerowaną sentencją
zapach morskiej bryzy
czy poczu...
przylecieli nad ranem
prezydent wygłosił mowę
słuchali bez przekonania
śmieszni
w zielonych rajtuzach
potem zabrali
rosnący nieopodal kwiatek
do zbadania
wyższej formy życia
owijam skórką cytryny
cierpki smak słów
nie zwracam się do nikogo
prawdziwie samotny
podnoszę czerwony liść
ususzę go w kartach książki
wyjęty po latach
udowodni mój mały wkład
w tworzenie k...
każde słowo
wymyka się iluzji życia
zapisuję je na miarę
zawodnej pamięci
prowadzam po ziemi
przyjazne duchy jesieni
jeszcze nieupokorzone
piórem ludzkiej złości
jak kot skrada się wieczó...
obiecujesz niezastąpioną wyobraźnię
przebraną w lubieżne noce
nadzieję dalekiego edenu
stoisz jak sejf
bez znaków wodnych
hasła dostępu
pewności kasiarza
macam na ślepo rękoma
lecz to tylko...
bezpieczne poczucie ścian
wyrozumiała podłoga
utrzymuje większe gabaryty
w łóżku
nie myślę tylko o jednym
sny są dodatkiem do słońca
które przekształca mgłę
w przyjazną antymaterię
nową defini...
uśmiechasz się
jak kobieta na całe życie
zeszkliły się oczy pełne wiatru
wiodę pod górę jesienne chmury
jak Syzyf
upycham w kieszeniach
zebrane po drodze
kamienie
rozmieniam słowa
na żółty bilon
telefon milczy
na zmianę z ciszą
jak indiański szaman
wypuszczam kółka z dymu
proszę o całoroczną taryfę
na rozmowy z panem Bogiem
tęcza przywiera do oczu
pa...
nic o niej nie wiem
chociaż szczerzy zęby
z każdego newsa
każdy umrze parę razy
w metempsychozie
lub poczeka w dewachanie
na swoją kolej
umieramy bez przeżywania
tylko raz
jak wróble
przykry...
budzę się
trzymam w rękach resztki snów
naręcza kwiatów
jak zbrojną tarczę
zatrzymane w negatywie obrazy
przywołuę do życia
szklistym półcieniem
motyle z ubarwionego nieba
odrywają kawałki s...
okrywam się zmierzchem
jak zimną kołdrą
wystawiam nogi poza nawias
namacalnego ciepła
coraz mniej widać
ołowianych słońc
ukrytych w kraterach oczu
przekwitłych żółcią
grymasów jesieni
roz...
już nie pożegnam się z tobą
okno było otwarte
a świat zbyt ciasny
na wygasłe w ognisku
życie
prosiłem
odpocznij
daj się ponieść
zimną rzeką
samotnie bez celu
już się nie pożegnam
może...
odejdziemy grudką ziemi
jak wygasłe gwiazdy
bez krzyku
zamkniemy usta
w spazmie wdechu
pośpiesznym szeptem
spłyniemy
papierowym stateczkiem
już zapomniani
jak bezbarwne liście
jeszcze rozpoznaję
w refleksach uczuć
bawiące się pudrem i światłem
uśmiechnięte jak klaun
zamknięte w żelaznej masce
ubarwione liście
żółcią i czerwienią
wystawione do pocałunku
ze zwierzęcą...
już nie widzę
przekreślonych mgłą pejzaży
dłoni na wyciągnięcie
drżenia powiek
ściśnięty w obrotowych drzwiach
wychodzę w dniu poprzednim
wiecznie spóźniony
o parę zaśpiewów
zakurzonej kukułki...
przewraca się na bok
sen wszystkich nocy
zapięte na przedostatni guzik
listy westchnień i pocałunków
podpisuję cyrograf
na następną dekadę
będąc jadowitym wężem
owinę się światłem
wokół twoj...