krzyczę we śnie nawiedzają mnie zmarli proszą o jeszcze kilka chwil tu na ziemi na wyznanie niespełnionej miłości zapomniany zegarek z wygrawerowaną sentencją zapach morskiej bryzy czy poczucie zimna iskrzącego lodu...
Utwory
zamknięte na pewny strzał oczy puchate pisklęta nakarmię gąsienicą strachu stygmatem nieuniknionej ucieczki spłoszę szare wróble pospiesznym krokiem nie obejmę tyle smutku osiadłą na barkach mgłą
przylecieli nad ranem prezydent wygłosił mowę słuchali bez przekonania śmieszni w zielonych rajtuzach potem zabrali rosnący nieopodal kwiatek do zbadania wyższej formy życia
owijam skórką cytryny cierpki smak słów nie zwracam się do nikogo prawdziwie samotny podnoszę czerwony liść ususzę go w kartach książki wyjęty po latach udowodni mój mały wkład w tworzenie kruchych zakładek i zaznaczeni...
każde słowo wymyka się iluzji życia zapisuję je na miarę zawodnej pamięci prowadzam po ziemi przyjazne duchy jesieni jeszcze nieupokorzone piórem ludzkiej złości jak kot skrada się wieczór łykiem zimnej kawy pobudza...
obiecujesz niezastąpioną wyobraźnię przebraną w lubieżne noce nadzieję dalekiego edenu stoisz jak sejf bez znaków wodnych hasła dostępu pewności kasiarza macam na ślepo rękoma lecz to tylko puste blankiety czeków in bl...
bezpieczne poczucie ścian wyrozumiała podłoga utrzymuje większe gabaryty w łóżku nie myślę tylko o jednym sny są dodatkiem do słońca które przekształca mgłę w przyjazną antymaterię nową definicję życia w kubku w ulubione...
uśmiechasz się jak kobieta na całe życie zeszkliły się oczy pełne wiatru wiodę pod górę jesienne chmury jak Syzyf upycham w kieszeniach zebrane po drodze kamienie
rozmieniam słowa na żółty bilon telefon milczy na zmianę z ciszą jak indiański szaman wypuszczam kółka z dymu proszę o całoroczną taryfę na rozmowy z panem Bogiem tęcza przywiera do oczu patrzę przez różowe okulary lec...
nic o niej nie wiem chociaż szczerzy zęby z każdego newsa każdy umrze parę razy w metempsychozie lub poczeka w dewachanie na swoją kolej umieramy bez przeżywania tylko raz jak wróble przykryci szarym niesłyszalnym zaśp...
zamyśliłem się dniem powszednim nad ułamanym chlebem teraz rozrzucę okruchy światła i cienia życia i śmierci
utonął chłopiec zalana po brzegi ust ojcowska miłość zastygła w mule w białej muszli bezsensowną nadzieją
budzę się trzymam w rękach resztki snów naręcza kwiatów jak zbrojną tarczę zatrzymane w negatywie obrazy przywołuę do życia szklistym półcieniem motyle z ubarwionego nieba odrywają kawałki słońca przyklejam plastry z...
okrywam się zmierzchem jak zimną kołdrą wystawiam nogi poza nawias namacalnego ciepła coraz mniej widać ołowianych słońc ukrytych w kraterach oczu przekwitłych żółcią grymasów jesieni rozmijam się z ciszą cedząc słow...
już nie pożegnam się z tobą okno było otwarte a świat zbyt ciasny na wygasłe w ognisku życie prosiłem odpocznij daj się ponieść zimną rzeką samotnie bez celu już się nie pożegnam może spotkam w smutku lub przydr...
odejdziemy grudką ziemi jak wygasłe gwiazdy bez krzyku zamkniemy usta w spazmie wdechu pośpiesznym szeptem spłyniemy papierowym stateczkiem już zapomniani jak bezbarwne liście
jeszcze rozpoznaję w refleksach uczuć bawiące się pudrem i światłem uśmiechnięte jak klaun zamknięte w żelaznej masce ubarwione liście żółcią i czerwienią wystawione do pocałunku ze zwierzęcą namiętnością szukam obrazu...
już nie widzę przekreślonych mgłą pejzaży dłoni na wyciągnięcie drżenia powiek ściśnięty w obrotowych drzwiach wychodzę w dniu poprzednim wiecznie spóźniony o parę zaśpiewów zakurzonej kukułki został mi tylko słuch noc...
biegnę krawędzią nurtu budząc świt słonecznym wizażem w próbie daremnej ucieczki krzykiem mewy obnażam samotność wymachuję rękoma zaglądam w oczy ptakom zaznaczam swoją obecność skromnym bilbordem tożsamości nie widzę...
przewraca się na bok sen wszystkich nocy zapięte na przedostatni guzik listy westchnień i pocałunków podpisuję cyrograf na następną dekadę będąc jadowitym wężem owinę się światłem wokół twojego posągu z marmuru i nefryt...