znów mogę głośniej krzyczeć
nie zagłuszany tęsknotą
w półmroku żółtej ściany
pochylam się pod naporem
życiowej determinacji
sięgam po wyblakłą kartkę
zwiniętą w suchy strzęp
na krótko odzysk...
zasypiam w samotności
rozchwiane wydmy pragnień
wciągają mnie od nowa
gwiazdy mówią co innego o świcie
tak naprawdę nie wiem
co jeszcze będzie
prawdziwe
zmęczony mrok
oparł ludzkie sny na blacie stołu
przymknąłem mu oczy suchym liściem
może zostanie na dłużej
przez chwilę
nie będę musiał
marzyć o słońcu
jak kosmaty kochanek
otuli wyrozumiałym ciepłem
rozda wilgotne pocałunki
ułamkami mydlanego zapachu
wyschnie przed nocą
aby jeszcze raz
okryć wstydliwy dotyk
za parawanem pożądania
zatrzymam na rzęsach krople
słone jak wiatr od morza
lodową ciszę zwiniętą w pięść
rzucę w czarne przestworza
westchnę jeszcze nie raz
w obrusach pól jak chrząszcz splątany
okryty płaszczem do...
w pokoju odnajduję ślady zamyślenia
w wytartej tapicerce fotela
plamy po wylanej kawie
beztroski aromat częstej obecności
z wygniecionym miejscem na ciszę
sięgam po sól czy cukier
doprawiam us...
mało waży miska ryżu
nie mieszczą się
w woskowych maskach
rozdęte buzie dzieci
śmierć nie musi długo czekać
niebawem zabierze
resztki zagłodzonej rozpaczy
pocałuj mnie
już nie krzyknę za tobą
gdziekolwiek się udam
postaram się być sam na sam
z twoją ciszą
zbiorę deszcz w pajęczynę kropel
w nawilżoną lawendą chusteczkę
złapię w usidlone usta
su...
w ramionach przebrzmiałej melodi
traw pustoszących szeptem
żałobny karnawał miętek
trwa chwila uległa złudzeniu
u progu zakręconego domu
w krużganki chwytnej winorośli
wspina się z powagą amo...
trochę słów
w abecadle uczuć
w kałuży co skrzy się lodem
cierpliwie czeka tęcza
układam usta w wyrazy
trudno udawać siebie
łza którą strącam niedbale
teraz mi się przyda
unoszę dłonie
n...
nie żółkną w kadrze jesieni
tasują się spojrzenia
pod kątem przygasłych lamp foto shopu
zgubiony ruch podanej ręki
suchy trzask spalonej zapałki
brzmią zbyt cicho na starej komodzie
w marmur...
z grymasem straty
składam obietnicę poprawy
porwany wraz z naczepą
dobrych i złych uczynków
zerwany z uwięzi cień
kolejnego razu
składany w ofierze
ciągłym zachciankom
przybrany w atrapę...
z zapałem tropię
perpetum uczuć
gdy każdy
celnie rzucony manifest
wybrał inną drogę porażki
w szorstkich dłoniach
świeci się kwiat paproci
chociaż
to tylko człowiek
przeszedł mimo
rozkopuj...
marzenia na inne
tak wiele razy
nie śnię już
o jedynej świętej
w migających przezroczach dni
każda jest czterolistną koniczyną
wybraną w jednej
szczęśliwej chwili
przebrana w wyzwoloną bieliznę
bywasz kobietą
z tym samym znamieniem
pokazuję palcem
niedomkniętą noc
wielki wóz
stoi tam do tej pory
nie znaczę markerem dni
nadal spadają gwiazdy
żadna...
groblą co bierzy mimochodem
gubiąc łąkowe grajki
uraczy wonnym siołem
niebieskiej niezapominajki
wieczorem w lichym sadzie
co konary skręcał w męce
zbierały się bajkowe zjawy
na babci przysiad...
zameldowałem anioła w starej szopie
starczyło miejsca na skrzydła
ubrałem się w modnie skrojone uczynki
nie przyniosły mi dobrze rozumianej korzyści
nie inwestuję już
rozpycham się
diabeln...
ktoś wołał
zbyłem to gestem pełnym zrozumienia
w pokoju bawiło się małe dziecko
dziewczyna z pijacką szczerością
wydzieliła mi moją część uśmiechu
zużyte dawno słowa
namawiały do grzechu...