nie wierzę śmierci że stoi za rogiem i czyta poezję w samotności patrzę w niebo gwiazdy są moją własnością łzy mieszają się z kroplami deszczu i snują opowieści o wieczności z której strony przyjdziesz? na szpilkac...
Utwory
twój ból zamknięty w moim sercu idę i błądzę echo zagubiło się we włosach wczorajszy anioł przysiadł na uśpionej trawie ze szczęściem w plecaku byłoby łatwiej a tak dźwigam kamienie żalu i szukam szczęścia
odjechał pospieszny pociąg do wieczności nie wsiadłam pójdę pieszo boso przez życie
po kawałku kradnę niebo i chowam na dnie serca białe dłonie malują szczeście bose nieme tylko łzy tańczą spacerując po ciepłym policzku do ciebie juz tak blisko
niebo milionem gwiazd zagląda do mojego serca niepoprawny romantyk twierdzi że gwiazdy to dziury w płaszczu nocy ja wierzę że to oczy wypatrujące miłości
zabierz wszystkie uśmiechy łzy wspomnienia zostaw mi tylko ciepłe dłonie bym mogła włożyć w nie miłość otulić szept serca i zasnąć na chwilę anioł na straży kochania
idzie krok w krok po kałużach niepewności mój anioł gdy zdejmie skrzydła jest moim cieniem słońce odbija się w jego oczach wysłał niebieskiego ptaka po okruchy szczęścia bym już nigdy nie była głodna
jest blisko choć nie szepczę modlitw w pośpiechu i oddech zaplątał się w ciszę wiem że jest cień skrzydeł na delikatnych strunach serca prosi o miłość ubrał sie w niemożliwe mój anioł
kiedy spałeś ukradłam ci kawałek życia podmieniłam kilka chwil by oszukać czas natrudziłam się aby zobaczyć cień szczęścia w lustrze sklejam połamane miłości to już było cisza zakurzonych wspomnień...
nie oddam wczorajszych kropel deszczu w nich ukryłam miłość obrażona samotność poszła sobie uśmiecham się płacząc szczęściem
dwa jabłka na dnie koszyka ze skradzioną miłością to rajskie ma zapach wieczności ludzkie... smakuje głodem prawdy tylko anioł nic nie rozumie patrzy i nie jest głodny niebieski złodziej miłości
w kieszeni noszę zapach nieba i szczęście na patyku wyprawiłam w nieznane samotność poznałam smak piekła jest tam gdzie ciebie nie ma
ślady na piasku łzy i szczęście uśpione w samotnej muszli powiedziałam aniołowi będę latać śmiał się a ja wiem że tak będzie oddech Boga uniesie mnie do nieba na skrzydłach codzienności
zaszyłam serce złotymi nićmi wspomnień by nie wypadły marzenia o tobie uśpione modlitwy chowam w dłoniach kiedyś oddam Bogu z bosą miłością co jeszcze życie mi przyniesiesz?
znowu upił się szczęściem tańczył bez pamięci mój Anioł z receptą na miłość wrócił po kryjomu w tobołku miał trzy zdrowaśki na wszelki wypadek wiem że znowu odejdzie
w moim ogrodzie jesteś najpiękniejszym kwiatem ze świerszczem w tle potrafisz wyczarować ciszę w niej ja i marzenia wpatrzone w niebo
umywam ręce przybrudzone życiem sumienie Piłata zasnęło moje chichocze przeglądając się w lustrze myśli czekam na cud tylko miłość może obudzić prawdę biały sen czeka za drzwiami zaczekaj jeszcze nie pora
mała wiaro w kusych spodenkach z uśmiechniętej klasy I b w delikatnych dłoniach znajdujesz schronienie karmisz się modlitwą szeptaną w pośpiechu i marzysz o małym ziarenku gorczycy przenoszącym góry gdzie jest...
jaśmin rozczesuje białe włosy zmęczona tęsknota plotkuje z wiatrem wznosząc toasty za szczęście w pustej kopercie nie odchodź tyle może się jeszcze wydarzyć poczekaj
zasnął nareszcie może odpocząć zmęczone skrzydła? to nic jest silny pójdzie piechotą Bóg maluje ciszą sen anioł powoli zamyka oczy nie budźcie go jutro znowu czeka go dużo pracy