mogę oddać ci część marzeń garść wiary ziewającej z nudów zdarte buty od szukania w zakamarkach życia nadziei mogę na dwoje podzielić szczęście na troje łzy na czworo tęsknoty mogę... ale błagam nie zabieraj mi miłości
Utwory
mali ludzie zbierają małe miłości chude serca gubią dobro puste pokrzywione dłonie nie składają się już do modlitwy wszystko albo nic prawdziwa miłość ginie w tłumie małych ludzi
co wieczór woła cię moja tęsknota za nią wloką się cicho szeptane modlitwy na końcu idzie miłość w łachmanach codzienności potyka się o kamienie żalu i wyje z bólu samotność zaciera puste ręce a noc śmiejąc się kradnie ch...
noszę niebo na dłoniach słodkie łzy ukrywam pod powiekami kolorowe motyle w brzuchu i smak szczęścia na głodnych wargach ot... całe moje bogactwo mój na nowo odkryty raj
milczenie jak kamień wpadło w moje serce krzyczą nieme słowa a cisza umiera ze śmiechu za twoją nieobecną obecność oddam garść jutra dorzucając okruchy wieczności ty ja kołysani szeptem wiatru splątani niepewną miłością...
dałeś mi kawałek życia odtąd dotąd ani więcej, ani mniej wystarczy by odnaleźć szczeście, wystarczy by zagrać w karty ze wspomnieniami i pokłócić się z codziennością ale czy wystarczy by nacieszyć się życiem?
zatrzymać chcę choć na chwilę mknące wskazówki zegara. by zanurzyć się w życiu moim życiu jedna wskazówka biegnie wciąż ku wieczności, a druga cofa się do tego, co w sercu kurzem niepamięci pokryte chwytam obie wskazówki w...
raz…dwa…trzy…szukam… szukam, bo zgubiliśmy miłość a może poszła sobie? może już miała dosyć bycia na siłę zgubiliśmy miłość goniąc za tym co mało ważne. przykrywając ją płaszczem obłudy. wciskając na półkę obok żalu i smutku...
Żył sobie dawno, dawno temu król, który zakochał się w tęczy. Cierpiał, gdy jej nie było. Dlatego on i jego poddani codziennie modlili się o słońce i deszcz, o burzę i błękit nieba. Serce króla nie mieściło szczęścia...
Wczoraj spotkałam biedronkę… tę od księdza Jana Twardowskiego. Cichutko wyskoczyła z wiersza… I spaceruje po ludzkim świecie… Ma nadzieję, że nikt nie zauważył, że jej zwyczajnie nie ma… Zresztą ludzie są bardzo zajęci… Sk...
Nieskończona ilość miłości… Takiej zwyczajnej co zmęczona wbiega na 6 piętro I pyta jak się dziś czujesz? Kilogram dobrego humoru, dzięki któremu uśmiecham się z nadzieją do swoich małych i dużych słabości. 6 szklanek wiar...
Przyjdzie taki dzień kiedy zdejmę zmęczoną miłość z bolących pleców zapakuję w torbę szczęście w szafie wśród bałaganu ukryję niespełnione marzenia na strych wrzucę wiarę Zamknę drzwi serca i pójdę z uśmiechniętą śmiercią po...
Anioł Miłości spóźnił się Pierwszy raz spóźnił się na wigilię Przybiegł boso z uśmiechem wymalowanym szczęściem Zapomniał o całym Bożym świecie… Przy stole nie było już nikogo Poszli sobie świąteczni goście Został po nich z...