drzewa idą w zielone formy transformują w kwiaty niebo eksploduje spadają czerwone zielenie gdy usypiają ptaki w srebrnych pończochach zamknięta w twoich ramionach wybucham
Utwory
srebrne dziury w niebie księżyce jak bransoletki na rękach z czerwonym kamieniem palę białe papierosy płomień zapalniczki mała gwiazda w rękach gaszę palę gaszę wybucham ci w dłoniach
*** pod twoim oddechem zmieniam barwę skóry księżycowa z płatkami we włosach kwitnę różami nocy
*** gwiazdy się rodzą i ptaki a ja mam usta jak pomarańcze na talerzu weż wszystkie pod naszym księżycem
*** deszcz pada w kolorze twoich oczu jednym szarpnięciem rozbierasz mnie z urojonych obłoków lubię jak mnie dotykasz kiedy budzą się ptaki
chciałam tak poza zdarzeniami z życia przedmiotów w odmiennym stanie świadomości zapatrzona w błękity spadłam w ramiona z ziemi nic nie wiem maluję inną formę bytu bez boga z innym bogiem
za zielonymi ptakami dalej w jutro jest wiosna bez treści liści trawy owadów są duchy bez powłoki ciała ulotne jak motyle ciebie tam nie ma teraz jesteś
umarłam w dotyku bez ramion za małe wszystkie oceany w palcach przerysowane motyle przestały oddychać ze mną
*** nie był czerwony był wiosenny jak długie włosy szarego anioła rano spadały na rosnącą trawę smutkiem niepomalowanych paznokci
maluje myśli zwija w morskie muszle na niebieskich piaskach zbieram pocięte niebo w jeden kawałek ramion modlę się do ostatniego anioła
w białych okularach poza epoką lodowcową zdejmuję białe kozaki jak polarne niedżwiedzie wiosenne obłoki świecą na różowo
gdy ocean wyrzuca muszle na piasek rośnie wilgotna trawa jak zielone włosy zapomnień umieram w czerwonym deszczu
poczekaj zapalę potem zdejmiesz mi niebieskie sandałki z motylkiem zgaszę papierosa założę naszyjnik z kolorowych kamyków i ręce w twoje kieszenie wyrzucę niedopałki z popielniczki przez okno
chcę nocy umieram nawet nie wiem wiem jednak noce kwitną na czerwono i niebiesko jeszcze nie teraz jutro na drzewach będą kwiaty za oknem lecą ptaki w ostatnią ciszę nie teraz kiedy jestem miłością
sam się maluje mam ręce w kieszeniach mnożą się falujące znaki pod spodem planety niespokojne słońce spada na ziemię w żółte forsycje
teraz bóg chodzi z papierosem jest z ciemnej planety nocą ściąga mi pończochy zakładam mu nogi na biodra
różę z nieba położyłam na stole niebieską dla mojego boga w spodniach jest z nieba z czerwoną wstążką jak kometa
nocą drzewa miały plastikowe liście zdjęłam błyszczący stanik świecił jak metalowy księżyc usnęłam różowa z palcami w twoich włosach
byłeś ze mną każdej nocy tam gdzie żyją anioły w białym łóżku błękitna pościel dla ciebie przyjdziesz do mnie z księżycem
miłość jak wiosenne drzewo z trawą w kieszeniach nocą kwitną magnolie różowe niebo nad morzem jutro jesień w szklankach po kawie