Ptaki śpią nieczuła na słoneczne wschody słucham kwantowej nocy równolegle płyną światy obiecują wieczność deterministyczna pogodzona z przeznaczeniem gaszę papierosa wycofuję się w ciszę offową czekam na...
Utwory
zrywam nocą dzikie róże kwitną tylko w zarosłych alejach pod światło zwyczajne perwersyjne w mroku
Kwadratowo koła trójkąty geometria czekam na srebrną asymetrię uśmiecham się mam gwiazdy we włosach noc spadnie ciepłym deszczem
Na styku światów materializują się duchy czy trzeba mieć ciało by istnieć? pachną akacje dotykam skóry oczy mam zielone czy to Matrix?
W mojej szafie szkielet otwieram wypadł razem z ciuchami zabłąkany mol wyleciał utłukę go tasakiem
Księżyc biały jak trup zastygł w sinym niebie włączam piłę krew tryska po ścianach
Termoregulacja spieprzona przegrzałam się zabiję sztukę kolokwialnie w eklektycznym bajzlu powstanie nowa
Szumi elektrycznie redukuje segreguje zajechane neuroprzekażniki na wspomaganiu znów Beta stan lęku
Błękitnie absurdalnie płyną latawce w mikroświecie płócien zdarzają się kolorowe kruki na zewnątrz porażone spadają z nieba
Kot mruczał 60 decybeli wyjątkowy zamyślona szukałam butów niestety pop-artowa Merlin anioł zakurzony Mona Lisa z wąsami zielone poduszki jak brzozy słowa z przyszłości farby wylane przypadkiem...
A może szafirową nocą z wielkim księżycem zgubię przeczucia oszukam się w twoich ramionach spocona usnę w niepokoju
Po kolei umierają przedmioty zegary tykają kot z jednym okiem usiadł na dachu cisza mówi przeczuciem
pomalowałam oczy na zielono paznokcie na żółto jakiś freak uwiódł mnie swoją narracją
Noc nieograniczona konturem rozpływa się liniami w nieskończoność jak Banksy maluje nowe graffiti
W poranku z wronami jak demony drzewa tracą znajome formy czas zwalnia przecina godzinom struktury a przestrzeń się zamyka