ludzie zamknięci w genach i samochodach po widnokręgi ulic chodników pasaży jesień miejska rozpędzona jak japoński pociąg krajobraz tętni mainstreamowo poezja bez drzew ptaki przykurzone budynki do nieba uci...
Utwory
złośliwe przedmioty kurwa giną spadają psują się kable się plączą jak życie pod nogami skórki od banana tajfun gradobicie mainstream pieprzony jakiś leci głód w Afryce pomyślę o tym jutro kurwa
muzycznie rozsypują się liście pod obcasami brzoskwiniowo jak puder na policzkach oczy zmieniają kolory białe róże okrągłe księżyce gipsowy anioł zawsze zamyślony myśli lekkie duchy Bóg dzisiaj...
umierają ludzie i liście łabędzie płynąco białe obłoki dwie formy życia rozmnażają się bezwiednie fizjologia spermy wirus życia ślepy spadają liście lecą tam gdzie nic nie ma a może jest wszystko
zaplątana w ludzi pod tramwaj bym wpadła z tym monologiem szukam wrzosów w metrze? Boga? science fiction? za dużo tych pytań do diabła
kryształowe krzesło nie służy do siedzenia zaistniało dla urody bez sensu? w dupie mam sens
zabłąkany wieczór zbierał liście rozsypane po mieście śmierdziały samochody i tylko ta Dziewczyna z perłą na wystawie miała sens
noc jest migotliwa nie chcę żeby ktoś przesłonił ją swoimi żrenicami *** drżą liście ciemnym podmuchem wzdycham dygocę razem z nimi *** lubię moje myśli nocą układają się grafitowo nie pasują do żadnej formy są...
rozdmuchiwane cyfry przyklejały się do palców gęstniejąc w tysiące ponurych grafik *** spadające gradem liczby osiadały na włosach cyfrową mozaiką *** w zgeometryzowanych majakach wypluwam trójkąty i kwadraty...
jutro już się stało wypełnię tę jesień jak chciał kosmiczny demiurg a tam w przeszłości śmieje się dziewczynka o smutnych oczach huśta się w ogrodzie wrócę tam jeszcze
schwytana w czerwoną materię wrzucona w czas pachnąco ona i kosmos od róży różaniec szeptany w przestrzeń milczącą opadnie w nicość płatkami
zaklęta anatomicznie poezją dotyku oczu niewiedzących pytająco niebieskich wymownie nieczytelnych zaczynam się od nowa abstrakcją nie zamknięta?
w ciszy absolutnej mgła ostateczna statyczna kobieta kalia ze snu białego sznur pereł fatum?
nad słowem w bezczasie czas pochmurny rozbielony zaprzeczeniem błękitny klucz jednookiej percepcji nieprzypadkowość przypadku zapowiedziany czerwony karzeł-początek? nonsens?
zamyślona ma zapach jesiennych bukietów twoje oczy błękitnie bezsilne pocałunki jak płatki chryzantem
gdy noc się spełnia w niespełnieniu twój szept za głośny dotyk zbyt cielesny pójdę już drzewa tak szumią
dotknęłam cię tylko zielonym spojrzeniem zapaliły się światła ulicy zgasła lampa papierowa wiatr przywiał fantomy konfabulacje synteza czerwieni proza wielowątkowa poezja jeszcze nienapisana
deszcz w mokrej materii tachykardia wycisza się autystycznie błękitny antyświat w muzyce deszczu przeczuty parasol niebieski ukryty wymiar?