wyjmij szklany błysk z oczu spójrz głęboko w błękit wsłuchaj się w słowa gesty mówią wiele palec wskazał klucz muszę odejść gdzieś gdzie nie ma mnie dokąd pójść zatrzasnąłem zbyt mocno drzwi poczuj...
Utwory
bacznośc ! idziemy do boju równaj szereg do śmigłowca bieg spadochron uwiera nie wiem kto składał go jest ciemna noc taki los akcji nikt nie wybiera skok może nie ostatni Panie jak zginę przyjmij mnie będę...
pod klatkami stoją z tanimi browarami liczy sie dla nich alkohol i marihuana nie wychylisz nosa wieczorem jest tak ciemno że chuj cię nie pozna jebani narkomani i pedofile oraz nekrofile szajka czaji się by wpierdol spuścić...
szukasz wyjścia jedno znam wyjść nogami do przodu potem sąd święty Piotr brama piekieł lub brama do raju wiele jest bram jedną znam brama do domu nie szukaj wyjść po prostu żyj nie rozwiąże problemu na szyji sznur...
usłyszysz szept gwiazd podczas cichej nocy podaj dłoń popłyniemy po mlecznej drodze będą nam zazdrościć tak się stanie w póżną noc w świetle bladego ksieżyca twoje włosy wiatr słoneczny zaplata warkocze ciężkie opadają na...
po strunach wiatr dziś gra biegasz po łące całkiem naga pod stopami rozpływa się rosa jedną kroplą ugaszę pragnienie pająk złapał muszkę bez słowa jęzory promieni słońca rozpraszją się barwami wśród pajęczych traw grzywy...
kiedy mi to przejdzie odeszłaś zostawiłaś w sercu puste miejsce poezja rozrywa mnie na strzępy czekałem na ciebie tyle lat w szufladzie nasze pożółkłe zdjęcie na plaży objęci a fale zastygły w miejscu jednak pozost...
jak dwa gołębie wznosimy się ponad betonowe miasto ptasim mleczkiem karmisz mnie ubrani w piórka rośniemy przecinamy przestrzeń mamy siebie przywilej młodości gniazdo nasze jest pod dachem przyjaciół jak gołębie wyfrunęliśmy...
to ja cisza twoja nie jesteś jej obojętna zjawiam się pomiędzy jawą a snem tańczę na krawędzi wywołuję burze łaskawym okiem patrzysz widowisko trwa przez chwilę pieści mnie rzęsami cicho nadchodzi powoli drepcze na palca...
palcem rozpruwam błękit nieba z twoimi włosami tęcza splata się za horyzontem biegniesz boso po szklistym jeziorze brzegi są dość strome by się wspiąć na szczyt cisza zamilkła zrobiło się ciasno burza była blisko...
noc układa się do snu otwiera oczy blady świt pukam do twoich drzwi jeszcze przez chwilę śnisz chcę spojrzeć w twoje błękitne oczy nie mówić nic gdy śnisz wiem że masz dość tyle wiem i to nie sen m...
tak wiele się wydarzyło czy pamiętasz nieśmiały głos składałem niezgrabnie zdania przez łzy powiedziałaś żegnaj świat jakby zamilkł na wieczność byłem jak z waty ale silny jak drapieżny ptak w ten dzień bez ciebie byłem...
pod nieba dachem zrodził się syn był zwykłym chłopcem jak ty deszcze łez przesłoniły mgły...
ból rozrywa serca dzieli na pół trzęsą się ręce gdy pisze te wiersze pisze je w podzięnce czytaj je on jest wieszczem chory jest czuje się żle coraz częściej ranią go słowa złych ludzi podły jest ten świat miłości...
dlaczego opuszczasz dziś mnie uderzasz pięścią i kruszysz mur który łączył nas tyle lat z cegiełek miłości stworzyłem sen a róża którą dałem tobie na urodziny przekwitła płatki pokrył cieńki nawarstwiony kurz płyną lat...
jesteś truskawką w ustach rozpuszczasz się jak cukierek uwalniasz miłości smak czuć cię tulić do snu dziś chcę jesteś obok karmić mnie chcesz rozpuszczam się w strugach deszczu
otwórz oczy skoro świt zamknij łzy na wieki w bursztynowym szkle ile możemy trwać bez siebie na oceanu dnie w muszli z perełką w środku w szumie bez zorzy która z kropel tworzy sen o lepszym wczoraj bo nie ma już dz...
wystarczy przetrzeć szkło bym zobaczył swoją twarz owad co tańczył wokoł lampy dawno zdechł zapisane imię na szkle pokrył kurz odeszłaś z innym z pocałunkiem naszych dni po policzkach popłynęły zimne łzy oczy jak bry...
a jeśli spotkamy się po latach róża dawno uschła którą podarowałem tobie na imieniny nasza miłośc przekwita jest szara jak popiół co mi powiesz co odpowiem? wielka zagadka niewiem jak wyglądasz? bo skasowałaś konto na...
jestem sam jak ptak który nie ma gniazda jestem ja tu i teraz na skrawku nieba nikogo nie ma tylko ja wolności smakuję nad morza urwiskiem gdzie klify wysokie marszczą czoła wpatruję się w obłoki topią swoje grzywy na hory...