miała trochę okruchów sypnęła jak gołębiom ziarna otarte o serce ledwie dojrzałe w czerwieni ale ja już jadłem gorczycę cynamon z ręki nadal kaleczę oczy gdy zamieszka w nich noc obraz na podobieństwo oszukanej mi...
Utwory
pochyl się tutaj echo nic nie znaczy prawdziwe imiona nie sięgają daleko za morzem ten sam klon pochyla się nad wodą mógłbym być chłodem wieczoru gałęzią bzu zajrzeć w oczy to takie banalne być na szczycie piramidy...
nie proś gdybyś była tylko zmyślona będę już sam doglądał dni wiatru w koronach drzew bogatszy każdą chwilą światłem przebiegnę ścieżki które i beze mnie westchną pomrukiem burzy zapachem lata zamieszkam w dotyku wcią...
czasami odwiedza mnie Bóg bez patosu i zbędnej oprawy zagląda przez otwarte okna zwykle milczy pijemy herbatę z porcelanowych filiżanek delikatnych jak dłonie babci stara się bym wybrał to lepsze z menu życia gdy s...
w moim domu z piasku i mgły osypują się myśli dobre dopiero zastanowią się jakimi się stać przez nietrwałe ściany księżyc karmi światłem gwiazdy parę kochanków którzy obchodzą swoją chwilę końca świata wiatr porusza...
frazesy z przeczytanych gazet wysłużone poglądy na życie gdzie śmierć ma wypieki na twarzy a głupota i krzywda mają swój czerwony dywan wybiórczo odsłuchuję rozmowy z wnętrza kamieni czy drzew zwykle milczą zamyślone trwa...
już tutaj byłem wzgardzony ciszą mam tylko siebie żongluję myślami mrok rozstawia szachownicę mat w dwóch posunięciach rozwiązuje problem wyborów zima wydziobała resztkę lodu drzewa jak ptaki objęły niebo wiatrem
za plecami nie trzymał piłki ani książek oprawionych w twardą skórę gubiłem się w pytaniach błędy przekuwając w odpowiedzi nauczył mnie jakim się nie stać pamiętam go pośród butelek wycelowanych we mnie jak lufy kara...
rozmowy na tematy bliźnich są daleko bardziej zajmujące niż samotność wycięta z metrażu pokoju nie poddająca się dobrym czy złym uczynkom ludzkie słabości są mi bliższe niż wrzaski rozochoconego alkoholem sąsiada świadomoś...
przeszła obok miała spokojne pogodne oczy pomyślałem o łabędziach owiniętych szyjami główce noworodka okrytego ciepłem matczynych ramion mężczyźnie który musi sprostać obowiązkom wykuć w skale wspólny dom rozpalić ognisko...
w zielonych oczach kota wyleguje się natura cisza bez granic czasu podaje łapę tygrysowi z okresu kredy znajduję w nich zimną kalkulację przy wyborze odpowiedniej ofiary i puszystą natarczywość kobiet z dawnego Korynt...
w politurze fortepianu zatopione nuty jak zęby prehistorycznego ptaka który uczył się śpiewać pod niebem wszechwładnej dżungli któryś z praludzi wyartykułował dźwięk pod wiekiem naprężone rzędy strun postronki nerwów nas...
odeszła gdy spałem zabrała rakiety śnieżne żeby nie zostawić swoich śladów żal był kłucia puszczanie latawców z myśli i inne pierdoły mówię tak z perspektywy czasu każdy to zna i uważa że jego smutek sic ból jest najgors...
ta bajka ma miliony zakończeń na ławkach w parku w pokojach wypełnionych dymem z papierosów okaleczonych myśli snów na dnie przepaści zatopionych pomysłów na dnie szklanki z tanią whisky ale ja lubię jej początek swoistą...
nieproszona noc jak prośba w każdym niewypowiedzianym słowie ile dałbym aby zobaczyć swój cień zaplątany w twoje myśli wargi jak wygasłe ognisko tętnice pełne lodu oczy o surowych brzegach jak dwa księżyce przeglądaj...
zostałem więźniem ciszy szeptem dla siebie milczeniem usta które wino spijać miały tylko mgłą pejzażem oniemiałym z wyboru palcami w drogowskazy oczy poniosły gdzie światło brodzi prosząc o uśmiech czy podanie dłoni ziemi...
nie odejdę od razu zapamiętają mnie drzewa pod którymi szukałem cieni kamienie oparte o moje troski kwiaty zwłaszcza róże pośród których szukałem zaklęć miłości i może jeszcze ktoś z ludzi z którymi wymieniłem zwykły uś...
jestem powiedziano mi o tym równo 49 lat temu wśród sobie podobnych rozrzuconych po wszystkich drogach kamieni czy gwiazd nadal pytam kim jestem sadem wiosną pokrytym całunem białych kwiatów studnią w której przegl...
odwiedziłem ją w miejscu po dotyku zostało zadrapanie spowolniony ruch gałek ocznych po nitce do światła tam gdzie schodzą się gromady bezpańskich gwiazd tak to pamiętam w rozbłysku raz za razem twarz w kałuży pomars...
gasną myśli jak światła zamknięte pod kloszami lamp części snów w których pasma szarości na przemian z wisienkami na torcie lub szklanką dobrej whisky proponują niemoralne rozwiązania w śmietnikach uczuć czas się zatrzy...