Przejdź do treści

... mógł kosztować tej żółtej jajecznicy co na błękitnej patelni poranek białą mgłą okrasza tuż po pierwszej sinej dali która w cienistość rozwichrzonego lasu idzie i niknie w szarych jamach drzemiącej ciszy jakoby miała być...

momentami mam ochotę wyskoczyć w górę być na trampolinie i skakać aż zemdleję leżeć i czekać na deszcz tak bardzo aż powstanie rzeka, a ja w niej płynący do mórz leniwy.... świat zerka do serc , pochyla włosy jak kobieta...

w ciszy twoich kroków jawi się noc po nich idzie sen w kolorze księżyca lekko skrzypi w podłodze sęk za oknem kropla uderza o ziemię ustał wiatr za rogiem pokoju przysiadł na wierzchołku krzesła i patrzy na cień biegnący po...

otwórz serce za mało w nim powietrza zamknęłaś zbyt szczelnie podczas wydechu zamiast bezpieczeństwa wilgotnieje samotnością po kawałeczku gubiąc szczęście blednie w kolorze ścian rutyny i nawyków na Nie po drugiej stron...

pośrodku tego bukietu jest kwiat który nigdy nie zwiędnie choćby wazon pękł a woda uleciała choćby Ziemia wypadła poza tor przebywania on będzie pośrodku mojego ciała jest serce które bić przestanie choćby ciało było całe...

czasem odchodzisz za daleko, poza spojrzenie, poza dotyk czasem odchodzisz tak szybko, że nie nadążam poczuć zaistniałej nieobecności i nie odpisujesz w żadnym języku jakiego nauczyłaś wszystkiego wokół, dlaczego ? ... d...

co by nie powiedzieć o tych zdjęciach są piękne stworzyłaś kobietę prawie idealną -cud- zdalną na odległość przekierowywać satelity, oczy i uczucia mężczyzn w przestrzeniach od teraz krążą bliżej niż planety są jak muchy...

tu łatwiej pisać, pisząc do nikogo za sobą ostre światła, przed, ciemny świat ile gram potrafi zawierać słowo ile znika prawd gdy umiera ja po za sobą tylko ty po za nic tylko ty trzeba chwil by zwariował świat by brać by...

.... bywam czasem w miejscach nieobojętnych jak ten sweter rozciągnięty pod kolana na których spoczywa nostalgiczny wyraz twarzy bywam nieoczekiwany w zdaniach pisanych na ulicach wydeptanych przez gołębie rozdęte od nadmi...

zwyczajnym rankiem, zwyczajne Słońce niech wybudzi ze snu mą codzienność dla spraw oczywistych, myśli prozaicznych, myśli czystych bez nadzwyczajności zawiłych metafor i tego wszystkiego co w duszy niepokój mogłoby sprawić...

na końcu tego wszystkiego zostaliśmy sami trochę poobijani trochę niestrawni ale wciąż żywi jakby zaczarowani pomiędzy łzami wypatrujemy ruchów źrenic gdzieś krążą po naszym małym wszechświecie poniewczasie omijając prawdy...

4 online

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie