jeszcze wiadro ze studni wyduszę jeszcze łańcuch nie sięga błota zaspokajać niestety muszę pragnienie don Kichota z wysiłku nad moją głową nieszczere gwiazdy tańczą wolałabym z Rosynantem a nawet z jurnym Sancho nisz...
Utwory
jak roślina ale w przyspieszonym tempie czerwonym do góry przeciska się przez wolne przestrzenie posykując kłębami dymu nie czekam więc na podmuch tylko całuję długo z języczkiem przyspieszony oddech to najlepszy sposób...
zaspokajam się jednym zdaniem na pół roku czy to jeszcze onanizm czy może pociecha starców spuszczana bez zamknięcia klapy stawiam na włochate ręce szorstko gładzące zwiędłe ego odlatujące w puchu edredonowych gęsi
ludzie mają takie pasjonujące zajęcia a w przerwie skaczą albo wyskakują jakby brakowało czasu na życie strugane kostury już nie są w modzie teraz każdy wozi drewno do lasu ta z lewej gada już dobrą godzinę darmowe minuty...
mogę widzieć w obfitych piersiach złośliwe miraże wszystkie karły szczycą się pokrewieństwem pod wieńcem antyperspiranty dowodzą kto człowiek nie potrafię spać pod gwiazdami zawsze są takie same zawroty głowy bezalkoholo...
asertywność w białej koszuli zaczepiła krawatem o korzenie skały teraz już mogę odkrzyknąć zarezerwowane cześć prosto w uwalane kolana tylko namiot przecisnę przez ucho igielne odgradzające skutecznie od niebotycznych szc...
Skakał konik, skakał polny, przez trawki i krzaki. Teraz leży na chodniku, zjedzą go robaki. Złamał konik, złamał nóżkę, potem ktoś go zdeptał. Nie pomoże żaden lekarz, ni żadna recepta.
kruszywo nie zdało egzaminu zasypane marzenia ciągle jeszcze mogły oddychać zagęszczarki skakały nieporadnie rozstrajając po kolei wszystkie tak ładnie ułożone trzewia woda spłynęła ustami wydrążonych kanałów ocierając lubi...
nie dajesz myśleć ubrana w czerwony szlafrok otwierasz drzwi bez pukania i stada płonących zegarów gasną pod dotykiem te pierwsze na palcach jeszcze przez otwarte oczy przenoszę w miękkie przestrzenie gwałtownie splątanych...
obudziłeś we mnie potrzebę bliskości nie tylko nagiego ciała to tłumaczenia mówili i nikt nie potrafił tego lepiej wytłumaczyć kiedy ze strzelbą myśliwego szukałeś tej prawdziwej w najdzikszych puszczach umysłu te lodowe i...
zimowe mgły są jak morska piana każda kropla tak przezroczysta że nie widzę dna zrytego bosymi stopami a przecież wiem że jesteś cała okryta w białe metafory i kiedy palce znikają na wyciągnięcie ręki oczy nie muszą widzieć...
nie będzie więcej trącania wafelka kapitany usną zmęczone i spać będą po najdłuższą w tym roku zimę twoje NC-17 nie robi wrażenia kiedy widzę jak wulgarnie oddajesz się przemocy ten mały penis jest jeszcze mniejszy a ergon...
kibic Ruchu z Chorzowa za szalikiem się chował rzucał często petardy taki był hanys twardy teraz czeka go z sędzią rozmowa szalikowcy z Widzewa powłazili na drzewa kiedy szli legioniści spadli nań na kształt liści teraz...
miałem świnkę morską ale wczoraj zdechła skubana wykąpana wcale bestia nie schła sąsiad ma posokowca żreć mu daje szynki a bawarskie golonki popijają winkiem kupiłem wczoraj slipy w znajomym lumpeksie z napisem na froncie z...
Na te wakacje, dla odmiany mam pomysł iście znakomity: poszukam u nas rzeki Klondike, by znaleźć swoje Dawson City. Wcale nie czuję się spłukany; wszędzie walają się srebrniki, wystarczy zgarnąć je łapkami. Nie tak, jak w...
wie że nie jestem narkomanem wspólne lata dzieci i wakacje na widok krwi słabnie zupełnie jak ja a plazmaforezy są za długie powiem że HIV-a złapała z powietrza
jasne że cię kocham tamte się zupełnie nie liczą jesteśmy tak stworzeni dla siebie że te drobne sześć tysięcy może poczekać do jutra oż ty nienasycona chyba potrzebujesz dubletu a pytał się właśnie koleś od pokera
te wybite zęby to z miłości skąd byś wiedziała że mi zależy boli bo ma boleć życie musi mieć smaczek jednym strach drugim spełnienie a Kaśce nie żałuj zapuchnięte wargi są ciaśniejsze a tobie nie ubyło swoje dostaniesz z...
wypite z rękawa są bez smaku szczam nimi po bramach kamienic w końcu na chuj nam miejskie szalety publicznie to mogę powiedzieć jak bardzo kocham naszą władzę