banialuki o miłości podwodne miasta rozmowy z bogiem a komu to przeszkadza gdzieś w nas prawdziwa droga pochowanych wrażeń nie zagłusza niewyklutych skowronków próby śmierci ukryte w głosie twojego anioła nie wykluczają...
Utwory
w song nocy raczej letniej tam gdzie ci najlepiej karmiąc gołębie starta w proch na sto jeden milczeń stroisz wczorajsze zegary moralny amor śni o dłoniach na wypadek gdyby zgasło słońce w nadciągający wieczór zawsze możn...
przeznaczeniem do poziomu wiary rozhuśtałaś myśli jak wiosnę na zielonej bujawce odmieniając miłość przez przypadki z anielskiego życia brałem cię na ręce tam gdzie wiatr przysiadał w kącie przychylając słonecznych gałęzi...
pozwól mi na siebie spojrzeć inaczej bez odbicia twarz naprężona do granic widnokręgu w sobie noszę to wszystko kiedy na ciebie patrzę ocean błędów wiesz jak to boli tylko nie pocieszaj spójrz na mnie znoszony frak ni...
podróż za jeden pocałunek odchodzi alternatywą prostych torów w prozaicznych zakrzywieniach szukając ratunku w każdym razie incepcja snów zmieniła kolor etykiety na wyblakły zapach pragnienia zajechał rozkładem zamieniony...
ma ptaka ze stali co byźwa nie myślali jak się wzniesie to już leci przez otchłanie przez zamieci jest jak ten koń skrzydlaty co nie tylko małolaty na swym grzbiecie niestrudzenie zanim minie oka mgnienie wozi szczególnie...
twarzą w twarz poezja ptaków ucieka w słowa zbielałe od obietnic wystrychnięty na obraz i podobieństwo pisałem pocztówki do być gdybyś zechciała odtworzyć ich bieg minionych przewinień nie starczy by złapać oczka pogubione...
to właśnie ona jest tą drugą połówką moglibyśmy uciec gdzieś stąd i zamieszkać na barce za dnia malowałbym swoje obrazy a ona byłaby moja muzą noce tworzylibyśmy wspólnie
dwa obrazy w stylu picasso pomalowane kalkulacją niedopowiedzeń w brak systemu wczesnego ostrzegania wczoraj przyszło morze na wypadek burzy miałem trzymać cię w kieszeni zbliżającym się wschodem miałem przeczucie szaf...
w klimacie sześć na dziewięć spokój bezsennego wieczoru zaproszeni do tańca ludzie podobni deszczom gaszą pragnienia i tworzą burzę nosząc w sobie ogień na parkiecie fantazji nie ma rutyny bogowie do granic pożądliwi...
pragniesz sięgać poza horyzontem widać skrzyżowania świetlne są jak orkiestra grająca bluesa dla ubogich kłosy nazywasz drogą w zbożu przechodzone dni z pasją znoszone buty wędrujesz pod stroma górę na szczyt w dolinie...
na samym początku było niebo spontanicznie wysłany pocałunek z bańki mydlanej zdegradował błękit do roli kamienia te schody prowadziły donikąd nie uwierzyłaś w drzewo teraz żywioły mojej ziemi śmieją się ze mnie i wytyka...
choćbyś chciała zasnuć wszystkie nieba nie zapomnę widocznie nie jestem krzepliwy mówisz nie martw się tego też nie potrafię purpura krwi biała od łez zbyt wiele wylanych siebie i ciebie zbyt wiele położyłem...
miałem 'kota' po drugiej stronie medalu uciekając w złudny sen popełniłem grzech zakochania narodzone tulipany zamieniły w proch nowe świty na oślep jak pasażer na gapę biegałem po zielonych polach na których siałaś swoj...
pogubiony wcale nie musisz pozbieraj się w całość to już tydzień minął jak uciekasz donikąd oszukując czas i samego siebie lekarz za kopertą wypisał L4 a ty milczysz odporny na znikanie wiem dzieci słuchają nie chcesz żo...
w głuchy telefon powiedziałem kilka słów zabijasz ciszą wczorajszej nocy wykupiłem abonament na łzy w księżycowym pakiecie świeciłaś pełnią blasku gdzieś tam po drugiej stronie równie głucha
w zakamarkach serc dolinami spełnienia opadłem na dno niepewnością grawitacji na kolanach między wierszami brylantowe romanse opętane kłamstwem fałszują dźwięki zazdrosne o słowa na pocieszenie wino z kielicha pokuty le...
kiedy chcesz być moja do utraty zmysłów nie prowadzi tylko i wyłącznie oglądanie filmów porno pragnąc siebie nawzajem nie opierajmy się na teorii nisko rosnących jabłek lepiej wejdźmy na drabinę szczebel po szczeblu...
w manifeście wznoszenia czasami trzeba sięgnąć poza stereotyp wydobyć tęczę napisać list do szefa zwalniam się dupku miłego szukając smaku kleksy wylane na pętlę egzystencji łatwo wymazać marzeniami kiedy nie wszystko je...
nie łatwo ale jakże cudownie współistnieć w pewnej odmianie wyobraźni symbol miłości a może coś więcej tuli unikatową powtarzalność dodatków by rany przestały boleć codziennością nieśmiertelny element krajobrazu to kalkula...