wejrzała przez okno zamarzła chwila w widocznym cierpieniu zapach łez dreptał pokojem głęboko zanurzony w oczach jak diamenty brak twarzy odsłaniał czarny kaptur -zbieraj się nadszedł czas koniec drogi...
Utwory
była piękna o poranku dźwięk piosenki piękna jak poezja zapamiętałem jej słowa zbyt szybko z małym angażem spakowała się wyjechała z mojego serca nigdy jej nie ujrzałem choć nie raz byłem blisko stykaliśmy się...
z kolejnym dniem za oknem męczący deszcz skapuje na twarze na progu kot z mruczanką na pysku pręży grzbiet jasny z podsuniętą miską mleka zaparzony zapach kawy przynosi ukojenie inny wytarty nie rozgarnięty...
gdy samotność jak ta jedyna pochwyci cię w ramiona najgorzej gdy zdrowia brakuje choroba przemawia do sierot nie wiesz co co robić kim się stać nie rozpaczaj nie jesteś sam w dolinie pełnej słonej wody niebo błęki...
dzień rozstania zapamiętałem upalne lato kroplami łez upiłem się nieprzytomnie wylałem pół na dno serca by osiadła esencja wspomnienia zostają w samotni marzeń
kiedyś się kochałem w tobie wiedziałaś o tym a ja nie przypomniałaś sobie o mnie a to był twój błąd jestem zajęty jestem mechanikiem sprzedaję części zmienne zamień mnie na czajnik on też ma dzióbek całuj do...
upadamy nie podnosimy się brniemy w upadłości świata mało nas mało próśb nadchodzi brzemię przyjmiecie je z radością zaślepieni zauroczeni jak szkiełkiem błyskotką to co się dzieje naprawdę nie istniej prawda ukryt...
żyło mi się grubo żyło mi się tłusto ociekało po ustach jak po pączku masło spływały dni do przodu biegłem po schodach w górę i w dół odeszły chude lata w kieszeni sałata zamiatałem pod dywan kurz wydzierałem dn...
jestem sobą nie inną osobą oddycham wolnością garściami ślę całusy nie jestem obcy jestem żywą istotą dryfuję w szalupie maszt na nim żagiel z garścią wiatru napełniony ocean łzami błądzę palcem po mapie se...
człowiek stary człowiek zima skrzypi jak śnieg pod butami gdy wracam z pasterki stary pali skręta na zakrętach cię zatrzyma i podpowie wypije kielicha jednego bo jeśli więcej zamiata włosami jak u konia grzywa wiele...
nie martwi się o mnie jeszcze zdążę przeziębić się na twoim pogrzebie słowa druzgocące uderzenie z sensem zadany kujący ból krwawi z ust dba o pieniądze gromadzi majątek chyba jest stąd taki ziemski jak kamienny gr...
splątany w pajęczą sieć makaronem na widelcu udawanie że życie to skarb najcenniejszy ze wszystkich smakiem wiatru na języku zapachem słońca na skórze promieniuje księżyc odbity blaskiem oczu zapycham kieszenie...
drży głos w symfonii z ciszą zapisane marzenia senne na pięciolinii smyczkiem trąca strun wiolonczeli tkliwe słowa słodkim miodem spływają do ust nakarm się wypełnij duszę lepkim smakiem usypia na dnie metafory zimn...
patrząc w twoje oczy zdobywam szalony świat upijam się każdą chwilą byle nie trwać w samotności byle nie sam
latem kochanie wsłuchaj się w cykad cykanie żab rechotanie buduje ciszę kochanie zapach tataraku niesie się po stawie jesienią pędzą jelenie a liście barwią ławki babie lato ciągnie wspomnienia widzę świat taki kolorowy...
obudziłem się jak zwykle na obiad ból głowy wyrywał sumienie lewą nogą stykam się z podłogą przyniesie mi nieszczęście prawa ręka w nocniku wczoraj bywa historią zapominam lecz kac morderca nie ma serca
na początku stał się koniec na dnie strumienia piach i otoczaki wschodzi słońce a ona zachodzi czasem łzami czasem w ciążę potrzebą człowieka się cieszyć czasem zgrzeszyć mieć depresję apteczkę leków i koniecznie psycho...
krew na rękach zabić Boga takie niebezpieczne klątwa wieczną bywa posiedzenia w każdym zakątku świata trwać w debacie po co komu zbawienie ważne są pieniądze i zabawa jak celebryta rozpoznawalny poczuć władzę pokaza...
cisza nie przyniosła mi szczęścia dostałem za żonę czarownicę chce mnie zjeść jak Jasia i Małgosię uciekam we wspomnień stronę gdy byłem jeszcze taki mały jak jeż chowałem się u dziadka w pokoju we flakonie stały kwiaty...
krew na rękach plugawe słowa śmierci tragiczne odbicia lustrzane okulary idę w pierwszym szeregu w dłoni lśni coś w kształcie kija ognistego duma nienawiść hańbą okryci śmierci tragiczne odbicia lustrzane okulary...