jest taka ciemność która nie dnieje cierpliwie czeka ciągle dojrzewa by w każdym kącie położyć cienie kłamliwej rzeki płynącej w trzewiach będzie zapewniać będzie namawiać zwiąże na szyi swój młyński kamień powie ruszajc...
Utwory
Siała baba mak. Nie wiedziała jak, a dziad wie-dział, nie po-wie-dział, a to było tak... życie krótkie jak zdmuchnięta świeca jeszcze z dymem wije się do okna jeszcze szeptem mrowi...
szalonej żonie opada cierpliwie robiony suflet z powodu krzyków sąsiada marnują się drogie trufle ogniste czerwie zagrały pod skórą cierpko palące z tasakiem dłonie zsiniałe spotka się księżyc ze słońcem na znak że...
nie wiem czy jest jeszcze czy tylko przechodził w końcu bez początku nie można urodzić byłeś jeszcze mały malutki jak dłonie rosnąca roślina która przyszła do mnie pewnie w zamieszaniu dotknął cię językiem zapewne wyszeptał...
może zagląda nieżywa panna młoda gdzie mgły się ścielą i czarna stoi woda biała w czerwieniach całuje zwiędłą różę na górze pod krzyżem który jest jej stróżem kiedyś była cielesna jasna i świetlista dumnie jesienią ze spopi...
niebo płynie do środka miękko niebiesko błyszczące z zapachem wypranej koszuli fioletem przeplata lawendę by wymknąć się oknem na chwilę w której ćmy przylatują znikąd pocałować światło szum małych skrzydeł formuje ciszę...
zaczyna wnikać do wszystkich szczelin siejąc zarodki pleśnią się ścieli szybko wyrasta z bezkształtnej mazi mądre wersety przekręca włazi na zgięte plecy łatwe narzędzie z prostej ciemnoty jak pająk przędzie prawdy wprost...
zakryty mgłami świt wolno wstaje nad trawy jego język niby wąż wije się za słaby żeby złapać błyszcząc krople chłodnej wody jak złoto biały kot przywiera do łodyg cicho spływa miękko sączy się po gładzi jeszcze szare drze...
kiedy chciwie wciąga smaki hurysy z piersi rozgrzanych w trąbiące klaksony czas teraźniejszy staje się przyszłym z dłonią głęboko w pierzastym kokonie rozkoszne dźwięki są mu słodkim domem rozgrzane gładkie protoplastki j...
postawić stopę na pękniętej płycie trotuaru to przynosiło pecha a szkoła była pod górkę tak od czasu spadających kasztanów poprzez zimowe zaspy aż do wiosennego kwitnienia kiedy park złocił się kaczeńcami i fioletowiał tajemn...
kiedy w drzewach już się drzemie i kurczy się świtaniem świat byłoby razem pójść przyjemnie nie oglądając się na wiatr w zrodzony zawiłością los śnić dawne dziś naiwne mgły ze wspomnień z kiedyś ważnych trosk odtworzyć...
palcami jak z wici młodego zboża układał drobiny kamieni w marzenia szafirowe utopie spajała lekkość stopu białego złota z niewiadomą z wyrazistej czerwieni słońca rubinowym muśnięciem do snu miedzianą melancholią za zani...
droga prowadzi w gęste gałęzie wnika przesieką w kolczasty węzeł głęboko w lesie jest uroczysko w upadłym drzewie rodzi się przyszłość rozmyte deszczem znaki symbole z pradawnych runów płyną na korę przeszłość jest wewnątr...
w jakiego Boga dzisiaj uwierzysz czy tego z dżumy czy też z pacierzy takie pytanie brzmi nieustanne czy wierzyć w życie czy też w sutannę tak się obrócą w obłokach kruki drążąc przez kości każde wyuczyć one bogate a my...
kiedy stary rok się kończy nowy idzie nas połączyć ze swoimi marzeniami pędzlem z wyzwań kreśli plany ich spełnienia więc wam życzę zdrowia szczęścia w dobrobycie niech wam zawsze świecą gwiazdy w Nowym Roku ot Czternasty...
cierpliwie wpatrzeni w nasze twarze stajemy co dzień odbici w lustrach on się ogoli bez zbędnych wrażeń ona czerwienią ubarwi usta rysa po rysie zmarszczka po zmarszczce już zapomniane ale gdzieś drzemie szampan z truskawk...
zostawiamy za sobą błękit w podcieniach parkowej alei przytulone wzgórze z widokiem na rzekę ze słońcem przenikającym twarze zielono nam z dotykiem na ustach wtedy od słów wolimy spojrzenia najbliższe zagubione w ciemn...
ciemno sine zębodoły niby oczy błyszczą miedzią trupi odór z mleka słodycz twarde żarna cicho dzielą pod podłogę nad sufitem pod tynkami w głębi muru wciąż się mnożą w cieniu skryte zawiedzenia rosnąc z bólu dni tyg...
W takie jesienne wieczory, kiedy wiatr hula w kominie jak szalony, nachodzą człowieka różne myśli. To chyba nazywa się zadumą. Lubimy wtedy z Kolą patrzeć na ogień, który przechodzi przez fajerki kuchni i rozżarza je do czerwonośc...
mogłaby dać z siebie więcej na rękach nosić kaczeńce z zapachem ukrytym w mroku przyjść z cichym odgłosem kroków raz pocałować nieść w ciszę której dzwonienia nie słyszę ten krótki czas płynnie scalić z ostatnim sp...