od nowa od zaraz do jutra gdzieś tam snuję opowieści aż do nieba bram spełnionych obietnic zakamarków dusz ludzie się pytają czy to może już przyświeca mi jeszcze jedna z wielkich prawd że moją zaletą któraś z moich...
Utwory
zgaszeni niewiarą wiemy jak umierać dla świata i ludzi czasem dla miłości dla walki bez celu poczucia kierunku dla zmagań z niejasnym czuciem skończoności z niepełnym obrazem można się pogodzić gdy walka o wolność obrasta n...
a zegar jakby spał lecz pewną myśl podsuwa by cofnąć się gdzieś tam gdzie człowiek jeszcze czuwa nad grobem wielu ich lecz jakiś obcy chce zajmować się wiecznością tak jak powszednim dniem jak dzieckiem co nie umie us...
teraz jesteśmy razem w odległości tak małej że nic się nie przeciśnie w przestrzeni spopielałej ja i moje sumienie w mej ciszy blokowiska i wymieszane cienie jakieś twarze nazwiska i decyzje by zwątpić i zatrzeć ślad...
gdzie idziesz samotny wędrowny kuglarzu wieczorny przybłędo wskrzeszony łazarzu na życie na drogę co w wieczności błądzi tak idę i nie wiem co mam o tym sądzić prześpię się na łące rosy z traw upiję wstanę w dal popa...
to się nie dzieje naprawdę jaźni się swojej wymykam by znowu wędrować wolnym wzdycham - oczy przymykam by pośród łopotu skrzydeł gołębich piór opadania mieć choć niewielką szansę ptasiego byle – trwania na wieść o twoj...
na dobroć tak wielu się skarży że miękka uległa jak piana bez skazy jest w swej istocie a rzadko tak spotykana a jednak dziś płynie i w tobie choć głazem się zwiesz po zachodzie i brniesz pośród śniegu i mrozu jej prawdę...
nie jesteś jak nóż o ostrej krawędzi masz dłonie i serce bijące na oślep i raczej nie zgadnę czy trzeba tak pędzić czy może się stanę znowu małym chłopcem jak wtedy wierzyłem że jesteś wokoło na szarych ulicach nieśpiesznie...
trwałem bez reszty i poglądów wyniosły słysząc głos półprawdy niosąc w kieszeniach piach rozsądku i nie szukając z nikim zwady w lesie w przecudnym zbiegowisku paprocie klęcząc spowiadałem mając w zanadrzu nic i wszystko...
zapadła noc kolejny raz i w ciemność skok na oczy głaz tak cicho jak daleko stąd do każdej z gwiazd kieruję krok i morze dni przelewa się ukryty gdzieś na jego dnie nie szklany świat w półmroku lśni tam jeszcze ja tam cią...
nic się nie wydarzy gdy usilnie proszę gdy stwierdzam że muszę że tego nie zniosę cisza ciemność kamień beznadziejny żart marna to pociecha - gorzki posmak skarg szamoczę się w więzach ponurych tajemnic płynących ze świata...
jestem dzisiaj znowu w drodze ku świetlistej złotej pieśni będę walczył – powiem sobie wierzył marzył ufał pościł na znak świata zwrócę ciało tym co szepczą o poddaniu i przeczytam stare listy co tak milczą o kochaniu...
smutna obojętność jak zastygła lawa kalectwem sumienia czy skutkiem myślenia? bywa że czasami jest darem od losu gdy przetrawić bólu zwyczajnie nie sposób jest w tym i pułapka wtedy w sercu nosisz ziarno co wyrasta...
stoję tu nieopodal nie bój się i podejdź jest zimno nie sądzisz długo już tak błądzisz? nie znam odpowiedzi sensu nie rozdaje nie wiem co trzeba wiedzieć co mi się wydaje świat widzę rozmazany rozregulowany bez tęczy...
kocham jesienny wiatr podrywa opadłe liście co lecą mi na spotkanie wciąż tak przychylne i bliskie chciałbym pofrunąć z nimi i cieszyć się dziką wolnością przestrzeń łagodnie muskać niepowstrzymaną radością liście zdaj...
pędzę dziś na spotkanie z majaczącym w oddali straconym przyjacielem siedzącym w pustej sali odkryłem dzisiaj na nowo o szczęściu jego słowa że niekoniecznie trzeba zaczynać wszystko od nowa porzucam więc na pustkowiu...
tracą dech politycy boga ognia finezji wędrowne karawany wszechobecnej amnezji na zachód! grają hymny na wschód! pokotem ścieląc na północ! liżmy stopy w południe kością bielejąc pełza zwierz oswojony dyktując rytm...
mam ogromne pragnienie by raz się zgodzić ze sobą by się obudzić rankiem i mieć to wszystko za sobą pytania kto brat a kto wrogi te wszystkie niejasne cele gdzie biec gdzie się spóźnić czy to naprawdę tak wiele? wierz...
popijam kawę rozważnie jak szaman czytający z odłamków kości mieszam łyżeczką przeczucia wsparty o stół do głaskania pouczeń bladożółtych racji bukmacherów iluzji życia rozstaję się z wiatrem który znalazł sobie prz...
mdła opowieść prostych gestów trwa ta cisza jak w ciemności cisza światła – dotyk spływa szarpię dzień by noc ugościć tłok u stóp kamieni chwały jasne lica – świeże blizny widać dno, lecz osowiały nie odczuwam własnej krz...