patrzę przez okno [nieodebrane połączenie otworzyło wszystkie zamki] przechodzę dalej spadając liczyłem ptaki nie napotkałem anioła diabły też nie istnieją czułem jedynie wiatr i twoje usta ukryte pod powiekam...
Utwory
zgniotły mnie palce nie do końca zadymione a Tymbark dalej drukował hasła z reklamy czytałem zasnąłem nic nie znalazłem oprócz ust twych ostrygi [aluminium z podszewką] zamkniętą na wszelkie intrygi kompletnie niec...
w markecie zawsze było taniej kupiłem szczelnie opakowane życie stoję dziś na wyprzedaży odrzucono reklamację odpisali dwa tygodnie to za długo pan jest wariatem i po za tym minęła data przydatności ps. p...
kupiłem proc w nocy strzelam do ptaków kamienuje im gniazda ósmy zmysł nie dojrzewa przypadkiem cierpię na bezsenność w tunelu mieszkają nietoperze połykające światełko nie mogę przejść głos jest zbyt miły ja...
jest taki półmrok co ze światłem igra znaczy granicę styczności planet chowając zmysły w piekielnych mękach bawi się nami zatapia dusze głęboko w lustrach karmiąc dzieci prochem czarami każe im więdnąć zanim rozkwitną...
po trzystu sześćdziesięciu pięciu dniach czekania zwątpiłem zszedłem z trawnika przemoczony smutkiem balkon zawsze otwarty od wiosny do zimy ani razu nie wyjrzałaś wietrzyłaś duszę nie będę czekał na nas...
nie trzeba smutku w jesieni szukać wystarczy na chwilę przymrużyć oczy by innym wiatrem zacząć oddychać inną drogą przez życie kroczyć choć błoto zimnem zalewa stopy a zieleń blednąc ledwo dyszy piękno kolorów przemawia do d...
małymi kęsami podjadam twoje ciało smacznie wyglądasz gdy leżysz nago obłożona jagodami barwisz się fioletem pachnąc szafirem i hiacyntem jedwabną koronką głaszczesz piersi wzrok prowadząc w obłędu zakręty labirynt wł...
co wieczór przeliczam ćmy krążące wokół pokruszonej lamy cienka wstęga przecina dym głaskając po skórze pożółkłe zmarszczki na dnie filiżanki garstka kawy rozwiewa aromat w pajęcze sidła stare krzesło skrzypi dechami budzą...
poczekaj nie wychodź na ulicę tam źli ludzie przeliczają życie za każdym razem kiedy próbujesz na twarzy rozwiesić uśmiech oni wbijają noże w niezależną duszę cokolwiek pragniesz zmienić by dzień ulepszyć niszczą promy...
dziś nie odwiedzę lodówki zbyt zmarzłem wracając do domu zresztą mam papierosy może nakarmią mój głód odrobiną smoły pewnie i tak nie dział ostatnio freonem nabiłem balony przed wyjściem na skwer codzienności pod rękę...
mieszkała nieopodal wysokiego bloku była damą stojąc na pobliskim rogu przeciskała marzenia przez szparę nadziei żyła w pół martwa na skraju mierzei codziennie malowała zmęczone oczy rzadko widziała poranki częściej zachody...
co raz częściej ten deszcz moczy szyby i ogród rynną dokucza skacze po dachach wąskimi strugami wpada do stawu zacierając ślady mijającego lata nastał już czas by do domu wnieść drwa zapalić ogień przycichnąć w kąci...
pamiętasz? co mówiłem wczoraj kiedy siedzieliśmy na łące wpatrzeni w góry jak trzymałaś mnie mocno za rękę tuląc głowę do głowy …i chmury co chwilę nad Tarnicą zmieniały kolory rzeźbiąc na szczycie Bieszczadzkie Dusioły...
wracając do domu szerokością autostrady mijając reklamy i znikające drogowskazy nie mogę zrozumieć odczucia które przychodzi z każdym miniętym kilometrem a z tym co nadchodzi po jednej stronie umysłu tęsknota za m...
choć widzę słońce karmiące ostatnim promieniem góry i mgłę pijącą wodę z szumnego potoku nie zapomnę o tobie i kiedy szlakiem idąc napotykam puszyste chmury zawisłe nad cudownie barwną doliną nie zapomnę o tobie...
Mówili do mnie ból Bo mocno go odczuwałem Prawie zawsze zakochany Zasypiałem i wstawałem Gdzieś daleko mieszkała Wybranka niespełniona Prawie ją dotykałem Dotykając zimnego monitora Chciałem nawet pojechać Pospieszny...
mogłabym cię kłamać rozmieniać na drobne we wszystko byś wierzył dla mnie to nie problem mogłabym odejść gdy pójdziesz do pracy zostawić klucz zniknąć nie pożegnawszy mogłabym mieć kochanka patrzeć nam w oczy sypi...
czas na jesień pomału przybywa pierwsze liście opadły na głowę trochę samotnie dzisiaj się czuję lecz to nie szkodzi taka to pora napalę w kominku niech przemówi płomieniem ciepłym ogrzeje nostalgie jeszcze leżaków chyba n...
dziś nie bzykałem choć pszczołę miałem tak mocno chciałem nie zrozumiałem że ją cmyrałem noskiem wąchałem miodeczek spijałem potem ociekałem na kwiatku tańcowałem trochę też sapałem gdy otrzeźwiałem wierszyk spisałem g...